Ze stolicy do winnicy

Sześć dni, prawie 2000 km i niezliczone godziny rozmów z lokalnymi wytwórcami zdrowej żywności, czyli podsumowanie lipcowej trasy promocyjnej zespołu Mam Plon.

Pierwszy tydzień lipca. Rozpalona słońcem polna droga i Adam Strug śpiewający o winie w głośnikach samochodu – tak zaczęła się nasza trasa promocyjna. W dniach 07.07.2020 – 12.07.2020 krążyliśmy między Tarnobrzegiem, a Skarżysko-Kamienną. Pukaliśmy od drzwi do drzwi i opowiadaliśmy o Mam Plon napotkanym na drodze rolnikom, pszczelarzom, mleczarzom, sadownikom. – Robimy mapę polskiej, zdrowej żywności. Chcemy, żeby takie punkty, jak ten, były na niej zaznaczone – przekonywaliśmy. Z sukcesem!

Pomagamy w dotarciu do lokalnych wytwórców.

Pierwsze dwie noce spędziliśmy w Mostkach. Mała miejscowość, raczej letniskowa. – Przepraszam, można tu kupić jakieś wiejskie wyroby? Szukamy rolników – pytaliśmy mieszkańców. – Pani, w naszej wiosce już dawno ich nie ma – odpowiadali. Przed samym wyjazdem okazało się, że nasz sąsiad robi i sprzedaje sery… a my przez dwa dni jedliśmy kanapki z Edamem Ryckim z marketu. Wtedy utwierdziliśmy się w przekonaniu, że to co robimy, ma sens – producenci dajcie się znaleźć konsumentom! Stary, wytarmoszony przez wiatr baner na płocie, zasłonięty przez drzewo, to za mało. Nawet Sherlock miałby problem.

Budowanie więzi między wytwórcą, a konsumentem

Na zawsze zapamiętamy wizytę w owocowym raju Państwa Miżyńskich. Przemili gospodarze oprowadzili nas po całym sadzie. Przypadkowo byłyśmy nawet świadkami cudu. – Spójrzcie, tu jest ptasie gniazdo, z jajami – Pani Miżyńska odsunęła dłońmi gałęzie jednego z drzew. Jajek nie było… były pisklaki! Cud narodzin. Choć w dzisiejszym świecie wiele rzeczy można załatwić online, warto czasem wyjść z sieci i dać się uwieść naturze. Kupowanie od lokalnych, zaufanych producentów to pewność najwyższej jakości, budowanie więzi z wytwórcami, a czasem i miłe wspomnienia.

Nowi sojusznicy, czyli współpraca z gminami

Rozmawialiśmy nie tylko z wytwórcami, ale również z gminami. I tu odzew był bardzo pozytywny. Szczególnie ciepło wspominamy wizytę w słynnym z humoru i chleba na zakwasie Wąchocku. Już niedługo zobaczycie rezultaty tych odwiedzin – nie chcemy jeszcze zdradzać szczegółów. Postanowiliśmy też rozbudować naszą mapę o lokalne targowiska i rynki. Bez wsparcia gmin nie byłoby to możliwe. Ciepłe komentarze i pozytywny odbiór – Cieszę się, że widzę taki zapał u młodych ludzi – powiedziała właścicielka agroturystyki „Pod jaskółczym gniazdem”. – Mam nadzieję, że wam się uda – dodała po chwili. Dzięki tego typu komentarzom, zebranym na trasie, nabraliśmy wiatru w żagle.

Zdrowo i soczyście, 24h/7

– Dam Wam siatkę, narwijcie sobie czereśni – mówi jeden z gospodarzy. – Chcecie truskawek? – pyta drugi. – To wino według mojej i męża receptury, spróbujcie – dodaje gospodyni. Ważnymi punktami na naszej trasie były winnice. Przejechaliśmy niemal cały Sandomierski Szlak Winiarski. A każda wizyta kończyła się tym samym – degustacją 🙂 Co się najedliśmy podczas trasy, to nasze. Po takiej rozpuście kulinarnej, aż się nie chce wracać do żywności z marketów. Mamy nadzieję, że już niedługo nie będziemy musieli. A żeby to było możliwe… zapraszamy producentów do rejestracji!

tekst i zdjęcia: Paulina Kościk